|
poniedziałek, 08 lutego 2010
Uczty filmowe.
Niemieckiego nie cierpię. Kaleczy mi uszy. Kojarzy źle. Ale dał się znieść. Bo mu włoski pomagał? Bo film był tak pełen uroku,że mogliby nie mówić,a i tak bym się wciągnęła? No nie wiem. Wiem,że 17-go bm ma byc na "ale kino" i bardzo go polecam. "Mostly Martha"/"Tylko Marta" to film z cyklu: kulinaria i miłość. Żadne tam płaskie "Życie od kuchni"/"No reservations" (obejrzałam, bo gotowali), ale 100 wzruszających minut. I nie o love story idzie. "Tylko Marta" to film o szefowej kuchni, trochę "trudnej do poznania",ale genialnej w tym co robi Marcie. Marta kocha tylko..gotowanie. Pewnego dnia musi wpuścić w swe życie osieroconą siostrzenicę. Do "jej" kuchni wkrada się włoski chaos, a ona sama nie bardzo wie co dalej.. Nic już nie powiem. Tylko tyle,że Sandra Nettelbeck, która reżyserowała i pisała scenariusz spisała się naprawdę świetnie. Szczypta humoru, kropla łez i bazylia doprawią każdy wieczór. I jeszcze te włoskie nuty w tle.. Zresztą cały soundtrack pasuje i film ozdabia. Sergio Castelito - mimo wielkiego nosa i tak podbiłby moje serce;) ___________________ Everybody's fine" /"Wszyscy mają się dobrze" - miała być komedia, a mnie się bardziej zdaje,że to dramat. Żadne to arcydzieło. De Niro, Barrymore, Beckinsale. Spróbowałam. Ale..nie, nie żałuję. Film, który świetnie opisuje rodzinne więzi - albo ich brak. Frank (De Niro - dobry! ) choruje na raka. Po smierci żony, próbuje zgromadzić przy jednym stole swoje dzieci (czworo). Uśiwadamia sobie,że nic o nich nie wie, prócz tego,że ich profesje napawają go dumą. Zaprasza, szykuje dom, kupuje co trzeba. I co? I dzwonią telefony. Każdemu dziecku coś "wypada". Bo o czym rozmawaiać z ojcem, skoro zawsze rozmawiało się z matką? Po co mówić mu prawdę, która może zaboleć, a on jest chory? Jak się przyznać, do tego,że nie spełniło się pokładanych oczekiwań? Nie będzie łatwo.. Frank wie,że nie ma czasu, wyrusza w podróż- by odwiedzić każdego. Zostanie mi w pamięci scena gdy jadący do swoich dzieci ojciec, spotyka w przydworcowym barze staruszka, który mówi,że ma 94 lata i nie ma co ze sobą zrobić bo jest już niepotrzebny. Dzieci mają swoje zycia, wnuki też,każdy idzie w swoją stronę, każdy ma swoje sprawy, tylko on nadal żyje i czuje się obco. Coś pewnie jest w indywidualistycznej kulturze zachodu,że coraz bardziej czujemy się samotni. Coś pewnie jest. ____________________________________________________________ "Spider Lilies" /"Ci quing" - chiński film o ... lesbijskiej miłości. Myślałam,że takich filmów się tam nie robi, ale się myliłam. Choć jak dla mnie to film nie tylko o miłości,ale o wielkiej samotności i przeznaczeniu. Nie będę tu dumać, wkleję opis filmu, który znalazłam w sieci: "Jade to osiemnastolatka uciekająca w wirtualną rzeczywistość bloga, w którym kokietuje i uwodzi anonimowych poszukiwaczy wrażeń. By dodać swemu wizerunkowi nieco pikanterii, chce zrobić sobie tatuaż. W ten sposób trafia do salonu tatuażu Takeko, która okazuje się być jej dziecięcą miłością. Jade prosi o zrobienie jej tatuażu, którego wzór wisi na ścianie salonu. Jest to kompozycja z tytułowych kwiatów (spider lilies)" - tatuażu, z fatalną historią- dodaje od siebie. Prosta historia. Pełna smutku i bólu. Ale to też historia o tym,żeby biernie nie poddawać się przepowieściom i magii nam przypisanej. Wzrusza obrazek osieroconej dziewczynki, która przez zabawkowy telefon próbuje rozmawiać z matką, która ja porzuciła. Wzrusza siostra, która codziennnie odwiedza chorego brata. Czy rezygnując z siebie na pewnym etapie zycia, mamy godzić się na rezygnację z własnych pragnień? _____________________________________________________ Łuk/Hwal - reż Kim Ki-Duk.Korea. Znów Kim Ki-Duk. I powiem tak..dwa poprzednie filmy, o których pisałam ("Wiosna, Lato, Jesień, zima..i wiosna" oraz "Pusty dom") były dużo lepsze.. Byłam najzwyczajniej zmieszana (zniesmaczona?) widząc jak staruszek szykuje się do ślubu z dzieckiem. On miał jakieś 60 lat, ona 16.. Oboje od dziesięciu lat na łodzi, która jest domem i miejscem pracy jednocześnie. Dla dziewczynki..jest tez jedynym światem jaki ma. Czasem tylko na ich łódź przybywają wędkarze.. Pojawienie się jednego z nich burzy równowagę mikroświata. Dziecko zaczyna dorastać. Nie chcę dalej pisać.Bo niestety tym razem żadnej fascynacji nie uległam. _____________________________________________________ Be with Me/Bądź ze mną - reż. Eric Khoo (Singapur), na podstawie wspomnień Teresy Poh Lin Khan. Bardzo lubię nowele w filmach. Zaczęło się od Altmana dawno temu- kiedy odkryłam,że przepadam przed ekranem widząc jak obcy ludzie krzyżują swoje drogi na tych samych ulicach. W tym filmie są trzy - jedna o starym sprzedawcy, który stracił chęć do życia po śmierci żony. Druga - o otyłym portierze, który jest przedmiotem drwin we własnej rodzinie, a który podkochuje się w pięknej pracownicy biurowca, którego pilnuje. Trzecia - o dwóch nastolatkach, które poznają się w sieci i zakochują w realu. Ale spoiwem wszystkich historii jest prowadzona z offu opowieść Teresy. Niewidomej i głuchej nauczycielki szkoły specjalnej, która dzieli się z nami ogromem swojego doświadczenia (żeby nie powiedzieć nieszczęścia). Przy jej opowieści , nasze małe nieszczęscia stają sie miałkie i chwilowe.Codziennie przypominam sobie jej historię i mówię Bogu dziękuję.. Ten film jest smutny. Mimo optymistycznego przesłania, jakie może się nasunąć. Obok nas jest masa ludzi, z których być może czasem się śmiejemy, których może omijamy i może nie mamy z nimi nic wspólnego - prócz potrzeby kochania.
Tagi:
Mostly Martha/Tylko Marta
kino
Everybody's fine /Wszyscy mają się dobrze
Be with me/Bądź ze mną
Łuk/Hwal
Spider Lilies /Ci quing
22:26, spacer_biedronki ,
filmowo
Link Komentarze (11) »
sobota, 06 lutego 2010
Pod śniegiem mam skarb
Ale nikt się o nim nie może dowiedzieć... Nie tylko ludzie mają skarby.. Ale czy aby nikt nie idzie?
Idzie! Poszła?
No dobra, to schodzę..
Miałam dziś napisac o filmach. Jeden z Chin, drugi z Singapuru. Ale nie napiszę. Nadal trawię.Smutne historie. Wieczór się zaczyna. Czeka mnie koreański "Łuk". W kolejce japoński "The letter", o którym kiedyś "Eko" wspomniała. "Bękarty wojny",o których miałam pisać jakiś miesiąc temu. Bo, bardzo mi się ten Tarantino podobał, a scena z "Włochami" w kinie kiedyś będzie klasyką. I jeszcze to ujęcie, gdy ona wiesza napis. Na starym kinie. Chciałabym takie zdjęcie zrobić. Kobiecie na drabinie. Jak przypina litery. I będę wiedzieć,że to jakiś Paryż. Ale zaraz ten film zapomnę. Jak wszystkie zresztą.. Książki być miały. "Bikini" Wiśniewskiego była niestrawna. Beznadziejna akcja. Jedynym atutem były przedruki starych zdjęć i jakieś ciekawostki o hitlerowskich zbrodniarzach. Ale to za mało. Czytałam..bo wyczytałam,że fotografka bedzie bohaterką.. Tokarczuk napisała kryminał. Ale ja wolę tę inną Tokarczuk. Ta nie przemawia. Sade, na którą czekałam od października już jest. To taka płyta,że słuchać trzeba i patrzeć. Ale się rozgadałam!
czwartek, 04 lutego 2010
Spacer poszedł. Na spacer.
Poszedł, choć iść nie chciał. Bo oglądał kolejny azjatycki film. Może o nim napisze. Ale poszedł. Zrobił wiewiórkę w śniegu. I kolejna taką, co mu Helooł mówiła. Widział ptaszki, badyle stare. Patrzył i patrzył. Spacer wiewiórę pokaże. Ale najpierw takie dwa, co zabawę miały. Ot, dwa maluchy. Jacek i Placek.
Nie mogłam się oprzeć i zrobiłam jakieś 50 zdjęć. Tutaj garstka:
Jacek ciągle Placka za ogon chciał łapać.
Czasem Placek atakował.
środa, 03 lutego 2010
Koreańska gracja i wirtuozeria.
Bo tak chyba mogę napisać. Kim Ki-Duk był do wczoraj reżyserem, o którym tylko słyszałam.. Wstyd! Ktoś, kiedyś o "Pustym Domu" mówił, ale uznałam,że za dużo zachwytu w tych słowach, by były obiektywne. Dziś moge napisać,że istotnie. Za dużo zachwytu-bo zachwycił mnie dużo bardziej wyciszony "Wiosna, lato, jesień, zima ...i wiosna"- tego samego rzeżysera. Ale od początku. Najpierw Pusty Dom. Przystojny, mlody chłopak i jego srebrny motor. Nic o nim nie wiemy. Widzimy,że znalazł patent na ...bezdomność? Codziennie w innym domu- który chwilowo zostaje pusty, bo właściciel najczęściej wyjechał. Dba o kwiatki, z reguły coś naprawia (w podzięce?), zjada kolację, idzie spać i nic nie kradnie. Pewnego dnia włamuje się do mieszkania, które jak się okazuje nie jest puste. Kobieta. Ze śladami przemocy na twarzy.. Oboje tak samotni,że słowa stają sie niepotrzebne. Ten film to wędrówka po cudzych mieszkaniach, ale to tez wędrówka naszych myśli.Czy nasze tęsknoty pomagają nam żyć? Czy nasze iluzje dają siłę by przetrwać? Najlepiej chyba podsumuje to motto filmu: " Trudno określić, czy świat, w którym żyjemy jest rzeczywistością, czy snem." Kto przyjdzie gdy chcesz kochać?
"Wiosna, lato..." - tytuł przydługi, ale film za krótki. Jakies 90 może 100 minut w zachwycającej, nadrzecznej scenerii. Zdjęcia,które zostawiają nas z otwartą gębą i rozpalaja głowę do marzeń by tam iść. Samotnia mistrza (gra go sam reżyser) który uczy pewnego, małego chłopca. Powolny ciąg zadarzeń i zmiana pór roku. Każda nich daje nam inne barwy i każda pokazuje metamorfozę bohatera. Najpierw śmiał się z żaby, później nad nią płakał.. Posąg buddy, który niewzruszenie trwa i mówi słowami mistrza "pozbądź się żądzy". Ale nasz bohater dopiero jej zazna..Zreszta jaki bohater? Ten film go traci! Jestem pod wrażeniem tego,jak niemal w teatralnej scenerii (raptem trzy miejsca akcji) robi się kino, w którym czuć wielką przestrzeń. Ten obraz to wielka medytacja nad cierpieniem, miłością, zbrodnią i pokutą.
Co robić? Można się tylko ukłonić z szacunkiem.
wtorek, 02 lutego 2010
02.02.2010 - Może gdzie indziej ..
(...) Może gdzie indziej sa miejsca podobne, jednak nikt nie uważa ich za piękne(..) - "Tutaj" W. Szymborska. Leży na stole tomik Pani Wisławy. Przypadkiem z bibliotecznego stojaka.. Bo tam był wiersz "Trudne życie z pamięcią" - przemówił i pożyczyłam. Swoje imieniny spędziłam w tym roku w szpitalu. Głupio mi było, bo przecież najlepsze życzenia. A ja szlochałam. Wypisali mnie z baterią antybiotyków. Nie chciało mi się nic. Płakać tylko. Słońce mnie drażniło. Ktoś mnie namawiał - wyjdź. A ja nie chciałam, bo po co? Bo przecież na poniedziałek znów miałam skierowanie.. Znów miałam leżeć w zapachu, który jest niepowtarzalną mieszanką cierpienia, snu i chloru. Moje serce biło niespokojnie i pytało mnie codziennie-co z tym zrobisz, co z tym zrobisz, co z nami będzie.. Nie wiem co - nie odpowiadam mu. Niech czeka. To był pamiętny spacer. Ze łzami na policzkach, w tempie prawdziwej biedronki.. Ty, Który Wszystko Stwarzasz..
Nie wiem co to za ptaki były.. Krogulec pewnie wie.. Ale kiedy odwarzyłam się podnieść głowę do góry..to nie mogłam się oprzeć..-15 i zieleń.
Życie na martwy sezon.
Pewnie "gdzie indziej są miejsca podobne"... |
Archiwum
Zakładki:
Tagi
|